- Już jesteśmy. Wysiadamy. - z uśmiechem odparła.
Wyszłam z samochodu. Byłam na prawdę zszokowana. Dom i ogródek był po prostu p i ę k n y.
- Woow - szeptem powiedziałam.
- Mówiłam, że Ci się spodoba, kochanie. Wejdźmy do środka.
Gdy przekroczyłam próg domu, aż otworzyłam usta. Na przeciw mnie było duże lustro, a niżej niego szafeczka. Po lewej stronie były wieszaki na kurtki. Po lewej i prawej stronie mogłam swobodnie małym "korytarzykiem" dojść do kuchni, była bardzo ekskluzywna. Były też schody, nie zrobione z drewna, znaczy chociażby ja ich nie widziałam, znajdował się na nich bardzo miękki dywan, który pokrywał całą długość oraz szerokość schodów. Na górze były siedmioro drzwi, i to mnie bardzo podekscytowało. Na przeciw były drzwi które wiodły do łazienki. Na prawo widniały trzy sztuki drzwi, w jednej ogromna garderoba, w drugich pokój wielki salon, a w trzecich mój pokój. Bardzo się zdziwiłam, różnił się od mojego poprzedniego pokoju, był lepszy. Wielkie łóżko, siedzenie na parapecie, ogólnie pokój zrobiony w moim stylu, w stylu zapoczątkowanym w moim ojczystym kraju, w stylu który kocham, w stylu amerykańskim.
"Tyle szczęścia a jeszcze druga część pierwszego piętra." - pomyślałam. Na lewo były również trzy sztuki drzwi. Podobnie jak "po mojej stronie" garderoba, pokój, ale nie mój tylko mamy, i drugi salon.
- Dwa salony w domu? Dziwne. - szeptem powiedziałam.
Jak zawsze mama wyskakuje ni skąd, ni zowąd.
- Dwa salony, jeden dla moich gości, drugi dla moich. - z uśmiechem pisnęła.
*Ding Ding*
- Już kogoś zaprosiłaś, mamo? - błagająco popatrzyłam się na nią - Proszę nie.
- Nie, nie zaprosiłam, nie mam pojęcia kto to.
Zeszłam na dół delektując się miękkim chodnikiem, otwarłam drzwi, stanęła w nich niska brunetka, włosy spięte w kucyk, ładnie ubrana.
- Heej- z uśmiechem powiła mnie dziewczyna.
- Cześć - nijako odpowiedziałam.
- Miasteczko mówi, że jesteś nowa. Przyniosłam dla Ciebie koszyk ze słodkościami, to taki zwyczaj w Rosewood. - podała mi koszyczek.
- Oo, miło dziękuje. Przyznaje, że taki zwyczaj jest dla mnie nieznany.
Patrzyliśmy na siebie przez chwileczkę bez słowa.
- Ehm.. Zaprosiłabym Cię, ale nie jest za czysto, haha. - delikatnie się zaśmiałam.
- Nie, nie trzeba, ja już idę. Przyszłam tylko na chwile. - uśmiechnęła się. - No to ja już lecę. Pa.
- Pa. - już miałam zamykać drzwi.
- Aa właśnie, jak się nazywasz? - zapytała nieznajoma.
- Jessica. Jessica Montgomery, ale mów na mnie Jess. - uśmiechnęłam się, znów, chodź tego nie lubiłam. - A ty?
- Alice Fids, miło mi. - odpowiedziała na uśmiech.
- Cała przyjemność po mojej stronie.
- Dobrze, już mnie wołają, muszę iść, do widzenia Jessica. Ehm to znaczy Jess - zaśmiała się.
- Cześć.
Zamknęłam drzwi, "Pierwsze koty za płoty, już znam jedną dziewczynę, wydaje się sympatyczna" pomyślałam, po czym poszłam na górę rozpakowywać się.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Piszę rozdziały co przeciętnie 2 dni, ale komuś to przeszkadza i chce, abym pisała je co tydzień.
To jak co 2 dni, czy co tydzień? (:
Odpowiadajcie w komentarzach <3
"Tyle szczęścia a jeszcze druga część pierwszego piętra." - pomyślałam. Na lewo były również trzy sztuki drzwi. Podobnie jak "po mojej stronie" garderoba, pokój, ale nie mój tylko mamy, i drugi salon.
- Dwa salony w domu? Dziwne. - szeptem powiedziałam.
Jak zawsze mama wyskakuje ni skąd, ni zowąd.
- Dwa salony, jeden dla moich gości, drugi dla moich. - z uśmiechem pisnęła.
*Ding Ding*
- Już kogoś zaprosiłaś, mamo? - błagająco popatrzyłam się na nią - Proszę nie.
- Nie, nie zaprosiłam, nie mam pojęcia kto to.
Zeszłam na dół delektując się miękkim chodnikiem, otwarłam drzwi, stanęła w nich niska brunetka, włosy spięte w kucyk, ładnie ubrana.
- Heej- z uśmiechem powiła mnie dziewczyna.
- Cześć - nijako odpowiedziałam.
- Miasteczko mówi, że jesteś nowa. Przyniosłam dla Ciebie koszyk ze słodkościami, to taki zwyczaj w Rosewood. - podała mi koszyczek.
- Oo, miło dziękuje. Przyznaje, że taki zwyczaj jest dla mnie nieznany.
Patrzyliśmy na siebie przez chwileczkę bez słowa.
- Ehm.. Zaprosiłabym Cię, ale nie jest za czysto, haha. - delikatnie się zaśmiałam.
- Nie, nie trzeba, ja już idę. Przyszłam tylko na chwile. - uśmiechnęła się. - No to ja już lecę. Pa.
- Pa. - już miałam zamykać drzwi.
- Aa właśnie, jak się nazywasz? - zapytała nieznajoma.
- Jessica. Jessica Montgomery, ale mów na mnie Jess. - uśmiechnęłam się, znów, chodź tego nie lubiłam. - A ty?
- Alice Fids, miło mi. - odpowiedziała na uśmiech.
- Cała przyjemność po mojej stronie.
- Dobrze, już mnie wołają, muszę iść, do widzenia Jessica. Ehm to znaczy Jess - zaśmiała się.
- Cześć.
Zamknęłam drzwi, "Pierwsze koty za płoty, już znam jedną dziewczynę, wydaje się sympatyczna" pomyślałam, po czym poszłam na górę rozpakowywać się.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Piszę rozdziały co przeciętnie 2 dni, ale komuś to przeszkadza i chce, abym pisała je co tydzień.
To jak co 2 dni, czy co tydzień? (:
Odpowiadajcie w komentarzach <3
"znaczy chociażby ja ich nie widziałam" - nie rozumiem trochę tego zdania ;<
OdpowiedzUsuń"trzy sztuki drzwi" - nie jestem specjalistką, ale to chyba nie jest poprawnie...
Ogólnie to tak: uważaj na powtórzenia, czytaj to co napisałaś parę razy, bo wtedy będziesz mogła zobaczyć co jest nie tak.
Czyta się to całkiem ok, ale mam nadzieję, że w końcu akcja się rozwinie, bo na razie pospolicie ;)
I, tak na marginesie, Lynnette daje ci baaaaaardzo dobre rady (moim zdaniem), warto wziąć je sobie do serca (można wziąć sobie rady do serca?).
A z tym pisanie co 2 dni, czy co tydzień, to zrób jak uważasz. Może jeśli bd pisała co tydzień to wydłużysz trochę rozdziały? Bo są trochę krótkie. A jeżeli zdecydujesz się na pisanie co 2 dni, to zawsze możesz dzielić je no kilka części ;)
P. S.
Obserwujemy?
http://people-talking-without-speaking.blogspot.com/
Zostałaś nominowana do LBA. ;)
OdpowiedzUsuńszczegóły u mnie http://people-talking-without-speaking.blogspot.com
Pisz dalej *,*
OdpowiedzUsuńco 2 dni czy co tydzien? pisz tak jak uważasz. jesli bedziesz pisac co tydzien yo wydluzysz troche rozdzialy.
OdpowiedzUsuńmam nadizje z w następnych rozdziałach pojawi się troche więcej akcji :)