- Dzień Dobry Śpiochu! - powiedziała mama zza drzwi.
- Dzień Dobry. - odpowiedziałam śpiącym głosem. - Która godzina?
- 9, pora wstawać! Musimy się pakować.
- Już dziś? To kiedy się przeprowadzamy i w ogóle gdzie? - udawałam zdumioną, gdyż o tak dla mnie wczesnej porze nie mogłam być ją na prawdę.
- Tak dziś, załatwiłam Ci już szkołę, na pewno Ci się spodoba. Jedziemy do Rosewood. Gdy byłaś mała jeździłaś tam konno, pamiętasz?
- Hahaha tam? Do tej dziury? Na serio? - zaśmiałam się. - Jak tak to nigdzie się nie ruszam. - udałam foch.
Zobaczyłam że mina mamy jest na prawdę stanowcza.
- No dobra wstajeeeeeee.
- Też Cię kocham! - żartobliwie powiedziała.
- Ehm. - odparłam.
Ledwo wyczołgałam się z łóżka i poszłam do łazienki. Stanęłam przed lustrem, poparzyłam się na siebie i pierwsze co pomyślałam to "O Jezu, ja na serio jestem taka brzydka?!". Byłam szatynką o dość ciemnej karnacji, miałam ciemne oczy i duże usta, nie lubiłam w sobie niczego.
- Dobra weźmy się w garść. Przeżyje to. - powiedziałam do siebie.
Po czym wyjęłam szczotkę, pastę, tonik, płatki higieniczne, maseczkę i co jeszcze moja dusza zapragnęła.
Siedziałam w łazience ponad pół godziny.
- Wychodź stamtąd już, bo zwariuje, muszę pilnie skorzystać!! - krzyknęła matka.
Otworzyłam drzwi, popatrzyłam się na jej minę szczeniaczka i zaśmiałam się. Poszłam z powrotem do pokoju. Stanęłam przed nie za bardzo ekskluzywną szafą. Wyjęłam miękkie dresy od firmy Adidas i koszulkę na ramiączkach.
- No cóż mogę być sobą, to tylko niedziela - powiedziałam szeptem.
Poszłam na strych po walizkę, otworzyłam ją na środku pokoju, lecz zapomniałam, że jeszcze nic nie jadłam. Wyszłam z pokoju i zobaczyłam smutnego tatę siedzącego na krześle przy stole i myślącego nad czymś. Westchnęłam i poszłam dalej.
- Cześć tato - powiedziałam, starając się na niego nie patrzeć.
- Aaa cześć - odparł smutny.
""Aaa cześć" tylko tyle dla córki, która dziś wyjeżdża? No super ojcze, widzę, że tylko na tyle Cię stać", pomyślałam, po czym wyciągnęłam miseczkę, łyżkę, miodowe płatki - moje ulubione, oraz mleko. Tylko na tyle było mnie dziś stać.
Usiadłam przy stole koło taty i zaczynałam rozkoszować się jedzeniem.
- Czy ty na prawdę tego chcesz? - powiedział, bezradny ojciec.
- Tato, to jest najlepsze wyjście. Będę do Ciebie przyjeżdżać co 2 tygodnie na wekeendy. To najlepsze wyjście dla mamy jak i dla mnie. Odetchnę od tego tłoku w mieście. Przepraszam. - popatrzyłam się mu w oczy.
- No dobrze, ale pamiętaj, to jest twój dom i zawszę będzie dla Ciebie szeroko otwarty.
- Dziękuje tato. - uśmiechnęłam się lekko.
Wstałam, wstawiłam naczynie do zmywarki, podeszłam do ojca i pocałowałam go w czoło, po czym szybko wślizgnęłam się do mojego pokoju i wzięłam się za pakowanie.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Już 2 notki na dziś, więcej nie zdołam :( Dziękuje za 2 komentarze. Jesteście boscy! ;*
Jak dla mnie to całkiem Fajne.. :D
OdpowiedzUsuńhttp://mzmzycie.blogspot.com
Opowiadanie jest naprawdę fajne! :)
OdpowiedzUsuńObserwujemy?
PS: jeśli mogę coś zasugerować to usuń weryfikację obrazkową.
http://opinie-telefonow.blogspot.com/
Dziękuje :) Ok, obserwujemy. <3 Zacznij! <3
UsuńSuper czekam na nn <3
OdpowiedzUsuń------------------------
www.lovetheway-jbff.blogspot.com :*
Czytam,lubię,obserwuję i czekam na kolejny rozdział ;)
OdpowiedzUsuńCałkiem nieźle piszesz,pomimo niektórych błędów stylistycznych jest w porządku :P
Zapraszam:
fall-in-love-for-you.blogspot.com
Fajny i ciekawy blog ;* dobre opowiadanie ;**
OdpowiedzUsuńhttp://mikaay.blogspot.com/
ŚWietne ;**
OdpowiedzUsuńznalazłam mały błąd "od firmy adidas" wg. mnie powinnaś usunąć to od reszta jest w porząku naprawd świetny rozdział. życze weny :)
OdpowiedzUsuń